Koniec września okazał się nieco dynamiczny, ale i ciekawy.
Podróż autem po niewielkich miejscowościach wokół Zielonej Góry rzadziej uczęszczanymi drogami miała swój cel, niemniej dała wiele ukojenia po dynamicznym miesiącu prac. W Zatoniu na łące przyglądał nam się zdziwiony lisek, w okolicach Kożuchowa (Stypułów) wyciągałem padalca z piwnicy poniemieckiego domku, z kolei w lesie koło Krępy (Zielona Góra) wieczorem zaskroniec Natrix natrix dał się fotografować bez problemu, włącznie z sesją selfie ;) Drugi napotkany był znacznie aktywniejszy i bardziej płochliwy ;) Po długim czasie udało się odebrać garść wrażeń przyrodniczych, co bardzo mnie cieszy :)
(jeżeli nie musimy nie chwytamy jaszczurek, w tym padalców, raz z uwagi na status ochronny, dwa z uwagi na możliwe odrzucenie ogona)

Inne treści od Miejskiego Druida:
Noworoczne porządki u karaczanów madagaskarkich - czyli sprzątanie pojemnika i opowieść o karaczanach, ich hodowli i ciekawostkach :)
Trochę głosów lasu z Tajwanu, z Eksperymentalnego Lasu Badawczego Huisun w Nantou (zobacz więcej z Tajwanu, 2018, kliknij):
Dawne dzieje i mój pierwszy wąż (Lampropeltis triangulum campbelli, którego do dziś mam podczas linienia (2009 rok! :O)
Jeden z utworów wydanych z moim byłym uczniem z Zespołu Szkół Przyrodniczo-Technicznych CKU w Bojanowie, Arturem vel. Kiermanem, pt. "Kaszmir", gdzie w mojej zwrotce meandruję między metaforami dotyczącymi tego, co człowiek uczynił ze światem, a gąsienicą pragnącą stać się motylem.