16.08.2017

W środku sierpnia 2017, właśnie teraz, gdy to piszę, goszczę w Sierakowie z kilkudniową wizytą urlopową. Sierakowski Park Krajobrazowy, nowe dla mnie miejsce. Pełne jezior, lasów, z ciekawą rzeźbą terenu, licznymi formami ochrony przyrody. I choć krótko tu zabawię, to z pewnością wrócę. Sieraków ma dostęp do dwóch jezior: Jaroszewskiego i większego, nieco przypominającego mi Trześniowskie (Ciecz) z Łagowa (woj. lubuskie), Lutomskiego. Nad tym drugim znajduje się rezerwat "Buki Nad Jeziorem Lutomskim". Ukształtowanie terenu wpływające na wysokość nad poziomem morza, czy może lepiej rzec - nad poziomem lustra jeziora, modyfikuje drzewostan i możliwości hodowli lasu w przypadku lasów gospodarczych. Miejscami króluje sosna i robinia akacjowa, by zaraz niżej nieco oddać pola bukom, klonom, dębom szypułkowym i wiązom szypułkowym. Da się tu również odnaleźć żywotniki, wejmutki czy wiązy górskie. Ciekawe miejsce na zajęcia z dendrologii. Skoro rosną tu rozmaite gatunki drzew, a i siedliska zmieniają się stopniowo, świat roślinności zielnej odpowiada na takie warunki całą mocą. A z kolei na nie odpowiada świat zwierząt, szczególnie owady. A tych sporo przylatuje do rozmaitych kwiatów i owoców, do tych zaś przylatują liczne drapieżniki i parazytoidy itd. Herpetofauna niestety nie dopisuje, a i z ptaków nie dostrzegłem szczególnych rarytasów, choć wiążę duże nadzieję z użytkiem ekologicznym "Jaskółcza Skarpa" nieopodal Sierakowa, gdzie występuje i lęgnie się trzecia z polskich jaskółek - brzegówka (Riparia riparia). Zobaczymy (albo i nie ;)
Bardzo podoba mi się to, że drzewa powalone nie są usuwane z Parku, a przecinane na ścieżkach i pozostawiane do naturalnego rozkładu. Tworzy to po pierwsze warunki dla bytności i rozwoju rozmaitych organizmów, po drugie wpływa na tworzenie prawdziwie przyrodniczo-krajobrazowego charakteru miejsca.
Świat błonkówek zachwyca, szczególnie gdy wysilić oczy i dostrzec te najmniejsze parazytoidy i te większe, reprezentujące rozmaite rodziny.
Rośliniarki z rodzaju Athalia:
Jezioro Jaroszewskie to miejsce wypoczynku turystów i mieszkańców. Znajdziecie tu plażę strzeżoną, scenę, na której odbywają się różne wydarzenia, wypożyczycie rower wodny czy wygodnie usiądziecie na pomoście, by podziwiać zachód słońca:
Para łysek o zachodzie słońca.
W międzyczasie pojechaliśmy zobaczyć pomnik przyrody zlokalizowany w Parku Miejskim. Pomnikiem okazał się okaz buka zwyczajnego Fagus sylvativa, co zaś szczególnie cieszy, że sugestię o jego ustanowieniu wysunęła koleżanka (zresztą w kwestii zagospodarowania parku też maczała swe palce - po raz kolejny wywołuję Zielony Adres ;) ). Park niewielki, z młodym drzewostanem, ale zadbany, schludny, z niewielkim zbiornikiem wodnym, siłownią pod chmurką oraz ładnie wkomponowanymi rzeźbami ryb. Tuż przy parku znajduje się kościół, przy którym rośnie lipa o potężnym pniu (wrażenie spore!). Niniejszy park niewątpliwie wspaniale eksponuje swe walory (i choć osobiście nieco bym "ubiologicznił" Park - sorry Aga ;) ), co w zderzeniu ze znanymi z Zielonej Góry zieleńcami i parkami, stawia te ostatnie w niekorzystnym świetle...

21 sierpnia niestety opuściłem z rodziną Sieraków i wróciliśmy do domu. Zdecydowanie Sieraków to miejsce warte polecenia do odpoczynku, rekreacji, turystyki, w tym ekoturystyki. Dwa dni przed wyjazdem wybraliśmy się nad Wartę, zaraz za północnym wyjazdem ze ścisłego miasta, gdzie fantastycznie mieniły się samce ważki równoskrzydłej - świtezianki błyszczącej. W pewnym miejscu znalazłem całkiem sporo owocujących już storczyków, raczej kruszczyków szerokolistnych (acz specem nie jestem ;) ). Przespacerowałem się również do pomnikowego dębu szypułkowego, rosnącego ok. pół kilometra od Marianowa. W jego okolicy również nakryłem samicę obrostki letniej na kopaniu swej norki :) (to taka pszczoła z długaśnymi włoskami na tylnych odnóżach).
W przeciwieństwie do pierwszych dni udało się zobaczyć trochę gadów (choć najpospolitszych - zwinki i zaskrońce), jakieś żabki uciekały szybko przede mną do wody chowając się wśród wodnej roślinności przy brzegu, z kolei wyprawa na użytek ekologiczny spełzła na niczym, gdyż straciłem orientację wjeżdżając komuś na teren prywatny (pole)... Nie udało się zatem ujrzeć jaskółek brzegówek. Tafla Jeziora Lutomskiego jest plamami pokryta talerzowatymi liśćmi grążela żółtego, a w pobliżu brzegu powierzchnię przebijają liście strzałki wodnej.
Dość interesujące okazało się spotkanie z grzybem, jakim jest sromotnik bezwstydny, roztaczający wokół gnilną woń, zapraszając do siebie całe masy much. Co nieco zabawne to to, że zlokalizowałem go tuż przy recepcji ośrodka w lesie, gdzie byliśmy zakwaterowani, uświadamiając tym samym pani gospodarz źródło tych "przyjemnych" zapachów. Właścicielka nie pozbyła się grzyba, a wręcz dołączyła do odbywającej się sesji zdjęciowej bezwstydnika ;)
Na co bym chciał jednak zwrócić jeszcze uwagę to dwie sprawy. Po pierwsze, zrozumiałe, że ciężko wyrobić nawyk spoglądania pod nogi w lesie. Szczególnie trudno o niego u biegaczy, kolarzy czy piechurów. Niemniej spójrzcie na dół, może dzięki temu część żuków i biegaczy (bo to o nie głównie chodzi) przeżyją swe niefortunne wyjście na ścieżkę. Szkoda było patrzeć na parę pięknych biegaczy, która spotkała się w "miłosnych" celach, a te przyniosły im jedynie śmierć. I druga sprawa. Brzeg jeziora, jak i dalsze fragmenty lasu wokół Jeziora Lutomskiego są niekiedy makabrycznie zaśmiecone. Głównie artykułami wędkarskimi, wśród których znajdują się szczególnie niebezpieczne dla ptaków żyłki wędkarskie. Z kolei przy młodych nasadzeniach leśnych znaleźć można kawałki pociętego sznurka czy ogólnie w lesie nie trudno o butelki zarówno plastikowe i szklane. Szkoda, że ludzie nie rozumieją problemu zanieczyszczania. Takie butelki, a dalej foliówki, opakowania itd. to śmiertelna pułapka dla licznych bezkręgowców oraz drobnych kręgowców, a nawet ostatni posiłek dla np. ptaków czy gryzoni... Niestety niezależnie od miejsca problem jest ten sam.