Pożar składowiska w Przylepie
Relacja zbieżna z moimi wpisami na Facebooku:
22 lipca 2023 [17:45]
Lata zaniedbań, jeszcze gdy byłem członkiem Ruchu Miejskiego Zielona Góra staraliśmy się nagłośnić i nakłonić miasto do zajęcia się absolutnie niebezpieczną halą pełną odpadów wszelkiej maści w zielonogórskim Przylepie. Właśnie na naszych oczach problem się rozwiązuje... Relacja na żywo Władysława Czulaka:
23 lipca 2023 [15:13]
Dziś dużo mówimy w mediach o sprawie dopalającej się hali w zielonogórskim Przylepie. My mówimy, a wytrwały mały lśniak szmaragdek Adscita statices wsłuchuje się... Od lat ostrzegaliśmy, staraliśmy się zrobić co w naszej zwykłej ludzkiej mocy. A stało się coś naprawdę złego :(
25 lipca 2023 [21:07]
Na świeżo! Byliśmy z Joanną Liddane z Ruch Miejski Zielona Góra dziś wieczorem w tzw. dolinie bobrów między Przylepem a Czerwieńskiem i Wysokimi. Kilka km od hali w lesie ciek niestety przyjął swoje obciążenie. Koryto zatkane zostało balotami i piachem, co z pewnością zatrzymuje część cząsteczek chemicznych, ale odór znad wody jest okrutny. Na tyle też nadal obecny, że zbliżając się od północy w pewnym momencie staje się wyczuwalny - jakby ktoś gdzieś palił ognisko ze śmieci. Martwi, że sytuacja Przylepu, jak i Odry w ubiegłym roku pokazuje dobitnie, że jesteśmy absolutnie nieprzygotowani na podejmowanie szybkich, celnych i zorganizowanych decyzji. Chaos, sprzeczne informacje, a przede wszystkim jeden wielki wiec polityczny. Skąd składowisko, cała historia jest jawna i naprawdę dość już tej taniej naparzaniny w mediach przy parszywej manipulacji i próbie zbijania kapitału politycznego. Środowisko zostało skażone w sposób dobitny, zdrowie ludzi narażone w sposób niewyobrażalny, a głównie na tym tle wybrzmiewa wyścig kto co teraz chwalebnego uczyni. Te wszystkie wasze wielkie inwestycje o wielcy politycy, te wszystkie wasze wielkie uśmiechy na bilbordach są właśnie tyle warte ile ściek. Środowiska nie kupicie, przyrody też. Dopiero co mieliśmy tu, w Zielonej Górze, istny festiwal twarzy ludzi prezydenta, festiwal zabawek wyborczych i cudów gospodarczych. Gdzie teraz są te twarze? Gdzie heroiczne foty jak ze szpadlem przy wkopaniu drzewka w centrum miasta? Gdzie te żarliwe dyskusje na FB? Gdzie cięte komentarze, riposty? Gdzie te wszędobylskie lokalne twarze, się pytam? Co, zatkało, czy ktoś zatkał? Nie macie nagle nic do powiedzenia? Przyjedźcie powąchać. Przyjedźcie zobaczyć. Czekam na wasze mądrości, które tak przy każdej okazji wypływają potokiem z FB i gazety samorządowej. No, tam to pewno będzie wielka sprawa, wielki materiał. A może nagle sezon ogórkowy? Jak nigdy?
28 lipca 2023 [13:55]
Wyniki badań pobranych próbek wody! Metale ciężkie!
Światowy Dzień Mokradel 2023
![]()
Drugiego dnia lutego obchodzimy symbolicznie Światowy Dzień Mokradeł. Tegoroczne hasło brzmi „Już czas na przywrócenie mokradeł” (It’s time for wetland restoration). Dlaczego staramy się zwracać uwagę na istotność obszarów podmokłych wszelkiej maści, a zatem od poziomu efemerycznego stawu, przez podmokłe łąki, rzeki, starorzecza, estuaria, na namorzynach, torfowiskach czy źródliskach kończąc? Mamy tu do czynienia nie tylko z funkcjami przyrodniczymi, na które wielu jest uczulonych wręcz, nie chcąc brać ich pod uwagę przy realizacji inwestycji, czy przekształceń na cele użytkowania. Mokradła są niezwykle cenne dla cywilizacji ludzkiej. Wszak podstawowe hasło to „woda to życie”.
Mokradła stanowią rezerwuar wody słodkiej, w różny sposób akumulują ją. Zarówno w tkankach, jak i w glebie, osadach, czy próchnicy. W przypadku organizmów fotosyntezujących niezwykle ważnym aspektem jest nie tylko produkcja biomasy i jako produkt uboczny tlenu, ale również wydalanie pary wodnej. Rośliny jak my oddychają tlenowo, a w wyniku tego procesu pozbywają się części powstałej wody. Woda ma ogromną pojemność cieplną, więc mokradła to swoiste klimatyzatory. Czyż nie lubimy udać się w upalne dni „nad wodę”? Czyż nie cenimy w zabetonowanym mieście fontann? Czyż nie zyskują na popularności parowniczki w coraz wymyślniejszych kształtach, które umieszczamy w domach, aby pomogły lżej przetrwać letni skwar – coraz większy? Różnej postaci mokradła rozproszone w mieście i wokół mają potężny wpływ na komfort życia. I żadne narzekanie na komary nie zbilansuje korzyści płynących z mokradeł. Nawiasem, miasto jako zdegradowane siedlisko w rozumieniu przyrodniczym promuje masowe pojawy komarów. Przytoczę ponownie:
W kontekście zeszłorocznej katastrofy na Odrze ochrona i pochylenie się nad cennością mokradeł powinna wybrzmiewać z całą mocą. Jaki obraz jednak dostajemy? Zasypany granitem brzeg Odry, chyba to najbardziej, przynamniej dla mnie, stanowi podsumowanie podejścia do rzeki. Niezaprzeczalnie nie jest możliwe w pełni zrenaturyzowanie biegu Odry i innych cieków wodnych. Ilość opadów w skali roku może być porównywalna, ale opady sezonowe to już inna bajka. Przy tak małym zasilaniu górnego biegu, hipotetyczne odtworzenie w pełni krętego biegu spowoduje owszem wydłużenie czasu przepływu masy wody, ale co z ujściem? Ile tej wody tam dopłynie latem? Nie oznacza to jednak, że w imię na siłę realizowanej polityki przywrócenia żeglugi należy stale pogłębiać dno, nie zważając na wpływ wzruszonego mułu i substancji tam zakumulowanych na ekosystem. I nie oznacza to również, że należy dążyć do zrobienia z rzek dosłownie autostrady. Logicznie – fala powodziowa w całej swej masie, jaki będzie miała wpływ jeżeli jest w stanie dosłownie rozbijać i rozlewać się na zakrętach, a jaki, gdy będzie pchana w dół w linii prostej, nabierając na sile? Rozlewająca się „na boki” rzeka powoduje naturalne zjawisko meandrowania, powstają starorzecza, pobliskie łąki nasiąkają wodą, woda przelewa lub przesącza się do pobliskich koryt, mis i innych obniżeń terenu. To wszystko sprawia, że rzeka to nie tylko ekosystem organizmów związanych z wodą płynącą, ale również stojącą i terenami podmokłymi.
Gdy kilka lat temu złożyliśmy wniosek o powołanie zespołu przyrodniczo-krajobrazowego w Zielonej Górze na terenie obejmującym rozbudowujące się Os. Mazurskie oraz część byłej wsi Stary Kisielin, przyświecał nam między innymi ten cel. Zachować i wspomóc regenerację zaburzonego przez lata obszaru ze źródliskami cieku Gęśnik. Po II wojnie światowej rozpoczął się proces budowy Os. Pomorskiego i Śląskiego, następnie w środku lasu zmiennowilgotna łąka została zabudowana, tak rozwinęła się ul. Sopocka, do której już wiedzie przez las ul. Trójmiejska, a z drugiej strony Szosy Kisielińskiej stale powiększa się Os. Mazurskie. To właśnie w sąsiedztwie tego osiedla znajduje się zmiennowilgotna łąka z dwoma gatunkami storczyków i nasięźrzałami, to przy nim również wysącza się z gruntu woda i możemy mówić tu o zdegradowanej postaci łęgu. Z punktu widzenia przyrody, szczególnie lokalnej i miejskiej, to zdecydowanie jedno z najcenniejszych miejsc Zielonej Góry. A wiadomo o tym „na piśmie” już co najmniej od 2010 roku, gdy powstało opracowanie o cennych przyrodniczo obszarach Zielonej Góry. Co z tym faktem uczyniono? Niewiele dobrego. Do dziś procedowana jest sprawa powołania zespołu przyrodniczo-krajobrazowego, co niedziwne, gdyż forma własności działek na wnioskowanym obszarze jest bardzo różnorodna. Pokazuje to jednak, jak w skali ostatnich dekad traktowano tak istotny obszar. Na zastrzeżenia jeszcze przyjdzie czas, te już niebawem.
Kilka dni temu otrzymałem prośbę, aby się zainteresować przekształceniem małego zieleńca na skrzyżowaniu dróg przy ul. Makowej i Jędrzychowskiej. Byłem tam wczoraj i muszę przyznać, jestem zdumiony. W tym miejscu przepływa ciek Dłubnia, mająca swe źródliska podobnie jak Pustelnik na Wzgórzach Piastowskich. Źródliska te stają się niesłychanie coraz mniej wydajne nie tylko współcześnie, ale już historycznie w czasach niemieckich ograniczano sukcesywnie prace młynów wodnych z uwagi na spadek przepływu wody. I teraz realizuje się na styku dróg następującą inwestycję (jak wnosi tablica): „Budowa stawu parkowego wraz budowlą spustowo-przelewową na cieku Dłubnia”. Termin „staw parkowy” to lekka kpina, bo ciężko mówić tu o parku. Mam nadzieję, że mająca powstać infrastruktura jest dobrze przemyślana, jednak idea stawu w tym miejscu budzi pewne wątpliwości. Oddajmy, że lubimy stawy, miejsca, gdzie można usiąść na wodą. Nie wiem, czy tyle radości da co prawda relaks przy skrzyżowaniu o dość gęstym ruchu samochodowym, ale dobrze, ktoś wpadł na ideę stawu. Jeżeli posłużyć się rozumowaniem w myśl analizy sytuacji hydrologicznej i przyrodniczej miasta, to widzę to tak:
1) bardzo dużo wody – staw się napełnia, a namiar wody przelewa się dalej,
2) mało wody – staw jest pusty, woda płynie dalej (do lasu w okolicy byłej wsi Drzonków).





I obym się nie mylił, bo mam nadzieję, że priorytetem nie będzie napełnianie stawu ku uciesze, a zezwolenie, aby Dłubnia dalej płynęła do lasu. Jest jednak jeszcze inny problem – to również coraz gęściej zabudowywany fragment miasta i na styku tych dróg był – nazwijmy to tak – dziki zieleniec. W ramach poprawiania przyrody wycięto niemal wszystkie drzewa, czyli dosłownie to, co:
I to jest akurat niesłychane. Miasto jako całość jest niezwykle skuteczne w usuwaniu coraz bardziej znikających z mapy mikrozieleńców lub „poprawy” ich na parki kieszonkowe w myśl popularności idei, nie zasadności.
Mówiąc o Dłubni, nie możemy zapomnieć o Pustelniku. Ostatnio opinia społeczna podzielona jest w kwestii prac regulujących ciek Pustelnik. Kilka lat temu prowadziłem dwa spacery społeczne po Pustelniku. Podczas drugiego, gdy udaliśmy od punktu „Dzika Ochla” do źródlisk, towarzyszył nam ówczesny nadleśniczy Ndlp Zielona Góra, który po drodze tłumaczył też, jakie zadania będą wykonane w ramach poprawy warunków hydrologicznych. Nie ukrywam, że zawsze dziki ciek w lesie estetyczniej wygląda i prezentuje się niż zasypany granitem czy wyłożony faszynami. Różne relacje i działania miałem dotychczas z leśnikami „Lasów Państwowych”, od sporów, po dobra współpracę, dlatego stronię od jednoznacznego oceniania PGL LP. Tu powiem tak, na ile wiem, na ile się sprawą interesowałem i na ile ufam panu Arkadiuszowi Kapale oraz na ile poznałem sytuację Pustelnika, to analizy hydrologiczne pokazały jasno – jest źle. Jeżeli mamy jakoś pomóc Pustelnikowi, aby jeszcze płynął, to wymaga to działań niekoniecznie spotykających się z aprobatą. I jestem świadom, że Możecie i mnie teraz za to ganić i przyklejać mi masę łatek. Odciągnę Waszą uwagę jednak od granitu nad Pustelnikiem w coś, co bardziej jest martwiące. Pustelnik zasila kąpielisko w Ochli, następnie zbiornik „Dzika Ochla”, aby finalnie płynąć w las przez Os. Kwiatowe. Dawniej docierał naprawdę daleko i pozwalał na uprawianie rekreacji w środku lasu nad stawem. Jeżeli udamy się wzdłuż koryta, dotrzemy w to miejsce. Współcześnie przy obfitych opadach woda po prostu tam dociera, ale nie ma mowy, aby ta wielka misa wypełniła chociaż dno wodą. Tyle mówi się o odnowie kąpieliska w Ochli, a ja pytam co jakiś czas, skąd woda? Z sieci wodociągowej (koszty?)? Czy z Pustelnika (co z Dziką Ochlą, ciekiem leśnym?)? Jeśli już napełni się, to co dalej – mianowicie, jaki będzie scenariusz zarządzania wodą? Czy ja źle rozumiem, że skoro kąpielisko będzie użyteczności publicznej, to musi istnieć jakiś system oczyszczania lub podmiany wody? Co z taką woda stanie się dalej? Wpadnie do sieci, do Pustelnika czy szamba?
Co jakiś czas wraca temat „rewitalizacja”, ile tragedii krajobrazowych musiało się wydarzyć, aby wreszcie na poziomie decyzji o przyznaniu finansowania zwrócić uwagę na dewastacje przyrodnicze związane z „rewitalizacją”. I tak próbowano już rewitalizować Wzgórza Piastowskie, ba, nawet jeden radny w swej wspaniałości kilka lat temu zauważył, że dzięki grupie maniaków nie doszło do niej, a napisał to w kontekście doniesienia o podpaleniu w lesie. Nie żeby rewitalizacja nie obejmowała lasu, ale to inna sprawa. Teraz jednak wybrzmiewa temat inny – rewitalizacja Lasu Odrzańskiego (Oderwald). W czasach niemieckich było to istotne miejsce rekreacji dla ówczesnych zielonogórzan, oddalone od centrum miasta, w pobliżu wsi Krępa przyłączonej w 2015 roku do Zielonej Góry. Czasy się jednak zmieniły, przybyło ludzi, tzw. postęp zmiażdżył przyrodę i niezbyt dobrym zjawiskiem jest postrzeganie „rewitalizacji” jako wręcz konieczności odtwarzania tego co było – „bo takie było”. To właśnie idąc tym tropem zarośnięte byłe parki przypałacowe zostają „oczyszczone” w myśl przywrócenia założenia parkowego, a często przy tym pomijając wykształcone relacje przyrodnicze. Być może lokalnie była to właśnie jedyna nietknięta ostoja i wraz z „rewitalizacją” zostało to zaprzepaszczone?
Wiele można mówić i podawać przykładów grzechów wobec wody w mieście. Dolina Gęśnika, Złota Łącza, „obwodnica” południowa... Jak rzekł znajomy Durrellowi przyrodnik „patrząc na drzewa, nie zapominaj o rybach” – tak nadal należy tak rozpatrywać przyrodę. Jako powiązaną sieć tak licznymi i nadal nieodkrytymi bądź niezbadanymi dostatecznie zależnościami, że szczytem naszej próżności i arogancji jest niepohamowane przekształcanie świata wokół. Zasypanie cieku wodnego lub stawu, melioracja, osuszanie torfowisk, nieprzemyślana ingerencja w stosunki wodno-glebowe odbija się już czkawką. Oczywiście, że prowadzenie inwestycji przy stosowaniu rozwiązań pozytywnych wobec przyrody, czy w jakimś stopniu kompensującym pociąga dodatkowe koszty. Jeśli jednak potrafimy wydawać miliony, to znajdźmy może kolejne i na to?
Woda to życie.
Sebastian Pilichowski, Miejski Druid
Światowy Dzień Mokradeł 2019:
I jeszcze garść zdjęć ze wczoraj ze skrzyżowania ulic Makowej i Jędrzychowskiej:





Drzewa wokół Bachusa, co ja o tym sądzę?
W ciągu ostatnich kilku tygodni z różnych stron kierowano do mnie pytania, co sądzę o nasadzeniach drzew w mej rodzinnej Zielonej Górze. Pojawiło się ich dość sporo na przestrzeni minionego roku – począwszy od Placu Pocztowego i okolicy, przez platany na Placu Bohaterów, po rozmaitości w całym mieście z okazji obchodów 800-lecia miasta. Zawsze nasadzenia w przyrodniku wzbudzają szereg refleksji. W pierwszej kolejności miks uśmiechu i ostrożności. Uśmiechu, gdyż jak się nie cieszyć z nowych drzew w tym denialistycznym świecie? Ostrożności – ponieważ dobór gatunków i form nie zawsze jest rozsądny lub pozytywny przyrodniczo.
![]()
marcowo w Bieszczadach
Tak to już czasami jest, że człowieka rzuci gdzieś daleko od domu ;) Tydzień temu wróciłem z kilkudniowej wizyty w Bieszczadach, nieco innym świecie w polskiej przyrodzie, historii i kulturze. Dla mnie to "wreszcie" Bieszczady, od lat wymarzony cel, który udało się nie tyle zrealizować, co czubkiem jęzora smagnąć. Wiele do zobaczenia, wiele do poznania! Konkretnie spędziłem te chwile w okolicy Woli Michowej, która to miejscowość leży na obszarze Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, tuż przed granicą otuliny Bieszczadzkiego Parku Narodowego.


W Maniowie, obok Woli Michowej można przyjrzeć się przydrożnej kapliczce z końca XIX w., która stanowi jedno z nielicznych pamiątkowych zabudowań Maniowa, które przetrwało czasy wojenne. Tablica informacyjna podaje ciekawostki związane z renowacją kapliczki, z kolei tablica na drzewie informuje o dwóch węgierskich oficerach pochowanych przy kapliczce w 1915 roku.



Udaliśmy się też na cmentarz żydowski w Woli Michowej, gdzie Niemcy zamordowali około 150 Żydów w 1942 roku...






Mijając leśniczówkę w Maniowie, przy której rośnie pomnikowa daglezja zielona, kierując się w stronę Balnicy wzdłuż spływającej Balniczki, dotrzemy do odnowionej kapliczki w Balnicy z XIX wieku (więcej tutaj).










Tropy niedźwiedzia brunatnego.
Wniosek o ZPK "Źródliska Gęśnika"
Tytułem wstępu
"Wnioskujemy o utworzenie zespołu przyrodniczo-krajobrazowego (dalej ZPK) „Źródliska Gęśnika”, położonego na wschód od centrum Zielonej Góry, pomiędzy ul. Kętrzyńską a sołectwem Stary Kisielin. Na południu obszar ogranicza osiedle Mazurskie, Szosa Kisielińska, ul. Bałtycka, Żeglarska, projektowana Bosmańska wraz z ciekiem wodnym, na wschodzie przedłużenie w kierunku torów ulicy Bosmańskiej, a na północy tory kolejowe wraz z wyznaczonymi fragmentami terenów leśnych po ich północnej stronie. Do obszaru ZPK proponujemy włączenie także koryta cieku wypływającego niegdyś ze źródła przy ul. Sopockiej / Trójmiejskiej. [...]"



